Terapia mięśniowo-powięziowa to innowacyjna metoda głębokiej pracy z ciałem. Przynosi ulgę w bólu, poprawia funkcjonowanie ciała, poszerza zakres ruchu. Poprzez przywracanie sprawności ciału i redukcję bólu polepsza jakość codziennego życia. Sprawia, że możemy cieszyć się witalnością i energią. Ale to nie wszystko! Uwalnia emocje, pozwala odzyskać poczucie pełni, przywraca komfort psychiczny. Terapia mięśniowo-powięziowa to sposób na regenerację sił witalnych i nową energię! Dowiedz się, jak działa i skąd bierze się jej skuteczność.

 


ALEKSANDRA NOWAKOWSKA: TERAPIA MIĘŚNIOWO-POWIĘZIOWA JEST INTENSYWNĄ PRACĄ Z CIAŁEM. NA CZYM POLEGA JEJ UNIKALNOŚĆ?

 

Paweł Płoszaj: To bardzo świadoma praca z ciałem. Terapia mięśniowo-powięziowa oparta jest na koncepcji taśm anatomicznych, stworzonej przez fizjoterapeutę Toma Myersa. Żeby zrozumieć na czym polega, trzeba wyobrazić sobie namiot trzymający się prosto i stabilnie dzięki odpowiednio napiętym linkom. Nie przewraca się, ponieważ oddziałują na niego siły z każdej strony. Podobnie jest z naszym ciałem: my też mamy w sobie coś w rodzaju linek. Są to taśmy anatomiczne z tkanki łącznej, na którą składają się powięzi i mięśnie. Od ich wzajemnego napięcia zależą: postawa, ruch, jego zakres, sposób chodzenia, możliwość adaptacji ciała do zmieniających się warunków otoczenia. Taśmy anatomiczne są nową koncepcją anatomii w ruchu. Tom Myers dzięki odkryciu, w jaki sposób w ludzkim ciele działają taśmy anatomiczne, stworzył szereg technik manualnego uwalniania struktur mięśniowo-powięziowych.

 

Z JAKICH POWODÓW NASZE TAŚMY ANATOMICZNE STAJĄ SIĘ NIEODPOWIEDNIO NAPIĘTE?

Jeśli długo przebywamy w jednej pozycji, to nasze mięśnie i powięzi „sklejają się”. Płyny, dzięki którym w naturalny są sposób ruchome, wysychają. Konsystencja żelu zamienia się w zol, który jest czymś w rodzaju sztywnej, sklejającej wszystko do siebie mazi.

Kiedy siedzimy osiem godzin za biurkiem, potem jedziemy windą do garażu, następnie wsiadamy w samochód, w którym siedzimy godzinę i w domu też się nie ruszamy, siedząc przy stole lub przed telewizorem, poszczególne grupy mięśniowe są jakby zagipsowane i pojawiają się dolegliwości bólowe.


W JAKI SPOSÓB TECHNIKI MIĘŚNIOWO-POWIĘZIOWE MOGĄ NAM POMÓC?

Techniki te stworzono po to, żeby porozrywać te „sklejone” struktury, uwalniając je od siebie wzajemnie. One nie tylko przywierają do siebie i nieruchomieją, ale wręcz zrastają się poprzez włókna kolagenowe, które wyglądają jak białe niteczki i łączą mięsień z mięśniem, powięź z powięzią. Właśnie włókna kolagenowe są powodem utraty pełnego zakresu ruchu. Terapia uwalniania mięśniowo-powięziowego ma na celu rozerwanie tych zrośniętych ze sobą struktur. Podczas sesji trzeba oczyścić przegrody mięśniowe i oddzielić powięź głęboką od mięśni leżących w pobliżu. Sprzyja to ponownemu nawodnieniu i odwróceniu procesu utwardzania tkanek. Dążymy do tego, żeby ciało znowu było elastyczne, dobrze ukrwione i odżywione.


TERAPIA, KTÓRĄ WYKONUJESZ, NIE JEST MASAŻEM.
PODCZAS SESJI NIE POŁOŻYMY SIĘ PO PROSTU NA STOLE
I TERAPEUTA ZA NAS NIE NAPRAWI NAM CIAŁA?

Nie, tej techniki nawet nie można porównać do masażu. Trzeba zacząć od podstaw, czyli od diagnostyki. Istnieje wzór idealnej struktury naszego ciała, idealnych proporcji oraz krzywizn. Terapeuta ma za zadanie zobaczyć, co w ciele jest zaburzone. Diagnoza opiera się na wiedzy o taśmach anatomicznych, które wzajemnie napinają się i oddziałują na siebie. Według tej koncepcji, miejsce bólu często znajduje się daleko od przyczyny. Taśmy gdzieś „się zlepiają”, ale pociągają inne struktury, powodując ból, zupełnie w innym. Na przykład taśma powierzchowna tylna zaczyna się na podeszwie stopy, biegnie poprzez ścięgno Achillesa, mięśnie łydki, mięśnie tylne uda, mięśnie pośladkowe, wchodząc na plecy aż do czepca ścięgnistego na głowę i do brwi. Jeśli taśma anatomiczna „sklei się” nam w stopie, ból odczujemy w odcinku lędźwiowym kręgosłupa. Patrzymy na to, co boli i, mając wiedzę, jak wyglądają taśmy anatomiczne w naszym ciele, docieramy bezpośrednio do jego źródła. Jeśli coś dzieje się z biodrem, przyczyna może leżeć w barku albo w stopie. Za kłopoty z kolanem najczęściej odpowiadają biodra albo znowu stopy. Konwencjonalny terapeuta najczęściej skupia się na miejscu bólu. To tak, jakby pastwił się nad ofiarą przestępstwa, gdy zbrodniarz jest daleko i nikt nawet go nie podejrzewa. My patrzymy na to, co boli i mając wiedzę, jak wyglądają taśmy anatomiczne w naszym ciele, docieramy bezpośrednio do źródła, do pierwotnego zaburzenia w tej strukturze.


JAK WYGLĄDA SESJA TERAPEUTYCZNA?

Blokuję tkanki w odpowiednim miejscu, a klient wykonuje czynny ruch. Proszę go na przykład o to, żeby poruszał palcami, całą stopą, ugiął kolano. Terapia jest zarazem reedukacją ruchową, mającą na celu zmianę wzorców ruchowych, by wykorzystywać ciało w dużo większych zakresach. Praca w obciążeniu grawitacyjnym, czyli kiedy stoimy, jest o wiele efektywniejsza niż wtedy, kiedy leżymy, bo działa edukacyjnie na nasz układ nerwowy. O wiele szybciej zapamiętuje on terapię w ruchu. Gdy leżymy, nie ma obciążenia na stawach, mięśnie nie są napięte i dlatego układ nerwowy ma mniejszą czułość. Kiedy aktywujemy nasze ciało, zaczyna czynnie się uczyć. Klient praktycznie sam wykonuje terapię pod moim prowadzeniem. To on decyduje, na ile jest gotowy uwolnić tkankę, czyli reguluje uczucie bólu, jaki sam sobie zadaje. Techniki mięśniowo-powięziowe są głębokie, bardzo uważne, bardzo powolne, bardzo dokładne. Na pewno można odczuwać przy nich pewną dozę dyskomfortu.

JEST TO KONIECZNE?

Tak, ból uwalnia. Ten, który pojawia się przy uwalnianiu mięśniowo-powięziowym, tak naprawdę nie jest bólem. To niechęć przed zmianą.


CZY TO ZNACZY, ŻE PODCZAS TEJ TERAPII NIE PRACUJEMY WYŁĄCZNIE Z CIAŁEM, ALE TEŻ Z EMOCJAMI?

Tak, psychika bierze udział w terapii. Jeśli ktoś zmienia wzorzec, który go unieruchomił, bo został w jego ciele zapamiętany przez stres, zaczyna odczuwać tłumione dotąd emocje. Na przykład garbienie się jest oznaką ochrony siebie w oczekiwaniu na zagrożenie. Jeżeli wyprostujemy się, automatycznie zaczniemy czuć lęk. Ale świadomie będziemy mogli na niego zareagować, żeby w końcu go uwolnić.


NAPIĘCIA PSYCHICZNE MOŻNA UWOLNIĆ POPRZEZ CIAŁO? 

Nasze tkanki mają umiejętność zapisywania wspomnień i emocji z nimi związanych. Ból, który czujemy w ciele podczas terapii, jest równocześnie bólem psychicznym. Przy uwolnieniu powięziowym często następuje przypomnienie sobie pewnych traum, co skutkuje uwolnieniem energetycznym. Energia chce się wydostać na różne sposoby: to może być płacz, kichanie, histeryczny śmiech, krzyk, szloch, łkanie, kaszel. Klient wraca do domu i, na przykład, zasypia na 16 godzin, albo czuje wściekłość, albo chęć wybiegania się. Obserwuję, że często dzieją się zaskakujące rzeczy. Pewne wydarzenia mogą mieć miejsce nawet miesiąc po sesji. Ludzie za sprawą pracy z ciałem podejmują wreszcie długo odkładane przełomowe decyzje w życiu. Może się zdarzyć, że któregoś dnia wstajemy i czujemy, że coś się zmieniło, bo jesteśmy o pół centymetra wyżsi i mamy inną perspektywę patrzenia na świat. Nagle zyskujemy pewność siebie. Nie znajdujemy już w sobie strachu, który wiązał nas w splocie słonecznym. Po uwolnieniu klatki piersiowej i przepony nagle zaczynamy w końcu głęboko oddychać, zaczynamy żyć poprzez oddech. Pierwszy raz tak się czujemy od czasu, kiedy być może ktoś na nas krzyknął bez powodu, gdy mieliśmy cztery lata. Teraz możemy to zmienić, bo już nie tracimy energii, którą zużywaliśmy na nieanatomiczne, niefunkcjonalne utrzymanie ciała.


W CIELE BLOKUJEMY PRZEPŁYW ENERGII ŻYCIOWEJ?

Głowa wysunięta do przodu powoduje, że na odcinek szyjny kręgosłupa i na mięśnie pleców działają ogromne siły i to im musimy dawać energię. W momencie, kiedy głowa wraca na oś z kręgosłupem, kiedy klatka zaczyna pracować, otwiera się także brzuch. Zaczynamy funkcjonować w zgodzie z grawitacją i odzyskujemy siły. Nie musimy już żyć na 10% swoich możliwości, z dnia na dzień. Zyskujemy ogromną ilość energii, możemy wreszcie zdecydować się na kroki, których nie podjęliśmy, bo nie mieliśmy na nie siły. Możemy wreszcie zacząć realizować prawdziwe życiowe cele.

 

UWALNIAJĄC CIAŁO, POZBYWAMY SIĘ LĘKU. ALE CHYBA NIE PODCZAS JEDNEJ SESJI?

W trakcie terapii uwalniamy wszystko, co nas hamuje. Ale najpierw poznaję się z klientem, który potrzebuje poczuć ulgę w bólu i zaufać moim dłoniom. Musi poczuć się bezpiecznie, komfortowo, żeby uwolnił ciało i emocje. Niektórzy dopiero w domu, po sesji, zaczynają płakać czy bić poduszkę. Tak też jest dobrze, potrzebna jest przede wszystkim gotowość na zmianę. Ja tylko towarzyszę w tym procesie.


JEST TO PRACA BARDZO INDYWIDUALNA?

U każdego gdzie indziej w ciele pojawiają się napięcia. U jednej osoby będzie to niewypowiedziana złość zablokowana w stawie skroniowo-żuchwowym, u drugiej lęk przed życiem w splocie słonecznym, a jeszcze u innej niedecyzyjność mająca przyczynę w dolegliwości kolana. Należy jednak pamiętać, że terapia powięziowo-mięśniowa ma na celu przede wszystkim poprawę funkcjonowania ciała. Zaczynamy od ciała, a psychosomatyczne uwalnianie emocji pojawia się samoistnie, bo jest to tak głęboka praca. Dzieje się to tym szybciej i mocniej, im mniej o tym mówię, i tym szybciej, im mniej klient tego oczekuje.


WYJĄTKOWOŚĆ TERAPII, KTÓRĄ STOSUJESZ, POLEGA NA JEJ GŁĘBOKOŚCI
ODDZIAŁYWANIA I INDYWIDUALNYM PODEJŚCIU, TAK?

Tak. Docieramy do mięśni, które leżą pod narządami wewnętrznymi, czyli musimy przejść obok jelit, wejść pod żebra do przepony, uwolnić mięśnie dna miednicy. To są obszary głęboko położone. Na pewno jest to bardzo charakterystyczne dla tej terapii. Ale wyróżnia ją także indywidualne podejście, bo wszystko jest uzależnione od diagnostyki. Z niej wynika, na których odcinkach taśm anatomicznych pracujemy. Im bardziej lokalnie, tym terapia jest bardziej precyzyjna i skuteczna, a efekty spektakularne.

rozmawiała Aleksandra Nowakowska